Przejdź do treści
Home » Blog » Taniec nad przepaścią

Taniec nad przepaścią

Wbrew pozorom mam spore pokłady cierpliwości do ludzi, bo jednak zdaję sobie sprawę jak potężnym wyzwaniem jest zarządzanie miastem, w którym mieszka ponad 150 tysięcy osób. Tym bardziej mając świadomość wyzwania stojącego przed miejskim magistratem oczekuję, że prezydent oraz najwyższa rada posiadają wszelkie kompetencje do sprawowania pieczy nad naszym poletkiem. Gorzej gdy na każdym kroku okazuje się, że na szczycie nie tylko brakuje kompetencji, ale jeszcze ukrywa się ją pod obrzydliwymi igrzyskami próżności.

Daleki jestem też od tego, by na pół roku przed końcem kadencji żądać odwołania rady oraz prezydenta, bo nie jest to poziom debaty publicznej na jaki realnie zasługują mieszkańcy. Zadłużony Bytom rzeczywiście potrzebuje nowego zarządu oraz wizji, ale nie wypada proponować kuriozalnego referendum, które podatników będzie kosztować kolejne miliony złotych. Tym bardziej gdy kierujący środowiskiem referendalnym z tylnego siedzenia sami są skrajnie niewiarygodni oraz nie mają niczego konkretnego do zaoferowania, a wcześniejsze referenda niczego dobrego miastu i jego mieszkańcom nie przyniosły. Naprawdę nie chodzi o to, by w akcie desperacji siekierkę zmienić na kijek.

Trudno jednak nie mieć wrażenia, że konkretna grupa ludzi od kilkunastu lat urządza sobie gremialnie z mieszkańców Bytomia żarty. Osobiście bardzo doceniam cięty oraz skuteczny humor, niemniej ofiarą poczucia humoru autora dowcipu absolutnie nie powinni być mieszkańcy, którzy ostatecznie za te wszystkie żarty płacą i to w skali ostatnich lat niemało. Całe szczęście w sieci nic nie ginie, więc można sięgnąć po barwną publikację sprzed ponad dekady, gdzie bardzo duży akcent położono na odebranie Bytomia partiom politycznym. Problem polega na tym, że dokładnie ta sama grupa ludzi z Mariuszem Wołoszem na czele sygnuje dziś poczynania Koalicji Obywatelskiej służąc interesom krajowej świty, zamiast skupiać się na faktycznej aktywności na rzecz lokalnej wspólnoty.

Otóż jeden z lokalnych przedsiębiorców, któremu pomimo chaotycznie prowadzonej przebudowy ulicy Dworcowej udało się w tym miejscu przetrwać, stał się ofiarą szeregu zaniedbań oraz oszczędności ze strony miejskiego magistratu. Po zakończeniu prac przy ulicy Dworcowej okazuje się, że lokal przedsiębiorcy jest stale zalewany przy wzmożonych opadach deszczu. Niestety po raz kolejny mamy sytuację, gdzie jedynym sposobem zwrócenia uwagi bytomskich możnych na konkretny problem jest wyraźna oraz treściwa manifestacja swojego niezadowolenia, tym razem za pomocą transparentu rozwieszonego w witrynie lokalu. Nic dziwnego, gdy prezydent zamiast zajmować się miastem oraz przejmować się losem jego mieszkańców, urządza sobie wycieczki po statuetki.

W związku z powyższym postanowiłem zareagować oraz rozpowszechnić wpis w innych miejscach, także pod ostatnim wpisem na oficjalnym profilu miasta. Akurat tak się złożyło, że najnowszy wpis dotyczył kolejnej nagrody wręczonej Mariuszowi Wołoszowi za domniemane osiągnięcia w zarządzaniu Bytomiem, więc zawsze była szansa się wykazać w rzeczywistości jak to dobry gospodarz dba o los mieszkańców oraz zapewnia im dobre warunki do funkcjonowania. W odpowiedzi od administratora profilu uzyskałem informację, że wykonawca w ramach zgłoszonych w trakcie odbiorów usterek został zobligowany do wymiany płyty przy naprożu wejścia do lokalu usługowego.

Miesiąc po gigantycznym politycznym happeningu służącym parlamentarnej kampanii wyborczej, na którym pojawiły się same tuzy lokalnego środowiska Koalicji Obywatelskiej. Miesiąc po wydarzeniu, za którego organizację zapłacili podatnicy. Oficjalnie zaprezentowana z początkiem miesiąca mieszkańcom ulica Dworcowa okazuje się być po prostu niedokończona, a co więcej nadal nie zostały usunięte ani naprawione elementy, które negatywnie wpływają na bezpieczeństwo oraz jakość eksploatacji tej ulicy. Przecież to jest kompromitacja oraz jawne plucie ludziom w twarz. Jak można było miesiąc temu z taką pompą otwierać ulicę, która nie jest bezpieczna dla jej użytkowników? Czy władze miasta rozumieją pojęcie odpowiedzialności?

Pozostaje zapytać, czy Bytom należy jeszcze do mieszkańców czy jednak stał się zabawką w rękach ludzi, którzy ledwie dekadę temu oszukiwali opinię publiczną mówiąc o odbieraniu miasta partiom politycznym. Trudno spoglądać na ten cyrk bez wyrazu zażenowania. To jest moment, w którym należy przestać żyć złudzeniami, że miasto się rozwija oraz jest prawidłowo zarządzane wyłącznie przez pryzmat tego, że coś się w mieście dzieje. Wolałbym, zapewne jak tysiące mieszkańców Bytomia, aby to działanie oraz aktywność niosła za sobą wymierne korzyści, zwłaszcza pod kątem odbiorców inwestycji, którymi mają być mieszkańcy, a nie tylko ludzie blisko związani ze środowiskiem prezydenta miasta.

Gwarantuję, że wśród Bytomian są ludzie, którzy mogą realizować skuteczną politykę na rzecz miasta, mający doświadczenie w administracji publicznej, odpowiadający za bezpieczeństwo czy przede wszystkim mający unikalne doświadczenie w prowadzeniu całkowicie własnych przedsięwzięć. Ludzie, którzy nie zmarnują tych pieniędzy oraz będą potrafili utrzymać pozytywne aspekty rządów Koalicji Obywatelskiej bez całego nadbagażu kompromitujących rezultatów. Zawiódł Piotr Koj. Zawiódł Damian Bartyla. Obecnie zawodzi Mariusz Wołosz. Czy naprawdę Bytom nie zasługuje na kogoś lepszego?

Pozostaje tylko liczyć, że ten wieloletni danse macabre nad Bytomiem wkrótce się zakończy, a mieszkańcy miasta skutecznie po tych kilku dekadach obietnic będą mogli faktycznie odzyskać swoje miasto od dyktatu czołowych partii politycznych.

Marcin Grupiński